TATRAMANIA

Wszystko wskazuje na to, iż urodziłem się z tą chorobą. Jeśli nie jest to prawdą, to już na pewno zapadłem na nią w bardzo wczesnym dzieciństwie. Z okresu, który w dorosłym życiu ulatuje, ja pamiętam potężne nadwozie. Jak przez mgłę widzę ogromne kieszeniowe wloty powietrza. Przypominam sobie patrzące prosto w oczy czterolatka trzy przednie, wyśrodkowane jak u cyklopa lampy. Słyszę basowy bulgot jej V8.

 

To była 603. Pierwsza wersja. Zaparkowała gdzieś na Mariańskiej – na tyłach bloku, w którym mieszkałem. Może raz, może więcej. Wystarczyło jednak, żeby zabrać dziecko na drugą stronę ekscytacji motoryzacją.

Zabrała i doprowadziła mnie do postrzegania jej w sposób dojrzały. Uświadomiła, że bez nich nie byłoby wielu dzisiejszych konstrukcji. Podważyła mit Porsche. Wyrwała z ograniczenia. Idąc jej drogą odkryłem czeski kubizm i art deco. Dowiedziałem się, że słowo „robot” wymyślili Czesi.

Był czas, kiedy upajałem się Czechami. Jeździłem tam często. Polubiłem ich humor i życiową mądrość. Zresztą do dziś lubię jechać przez oba z czechosłowackich krajów. W domu z pasją używam niebieskich i zielonych przedwojennych szklanek Durit. Czasem wlewam do nich czeskie wino.

 

 

Czesi wiele rzeczy robią po swojemu. Samochody marki Tatra są tego najlepszym przykładem. Opływowe maski pierwszych modeli z lat 20, potem umieszczone z tyłu, chłodzone powietrzem silniki w układzie bokser oraz V8. Wreszcie to osadzenie nadwozia na ramie z centralną rurą. Znak szczególny nawet współcześnie produkowanych ciężarówek.

Świat również docenił Tatrę. Jest to jedyna marka reprezentująca dawny blok wschodni, osiągająca na światowych aukcjach ceny na takim poziomie i zdobywająca najwyższe laury w najbardziej prestiżowych konkursach elegancji.

Oglądając powstałą w roku 1934 Tatrę 77 trudno dać wiarę, że to nie koncept, a produkowany przez cztery lata samochód seryjny.

Siedemdziesiątka siódemka w swoim czasie była tak awangardowa, że zagrała w filmie science fiction. Mowa o Transatlantic Tunnel z roku 1935. Rzecz dotyczyła budowy podmorskiego tunelu z USA do Anglii, intrygi oraz oczywiście miłości. Tatra 77 zagrała tam – siebie, czyli samochód przyszłości.

 

 

Historia wozów Tatra to również historia czeskiej osobowości. Produkowany po wojnie model Tatraplan, nieco skromniejszy od zuchwałej T77 i T87, ale nie mniej aerodynamiczny, jest jedynym znanym mi pojazdem, któremu za życia, w fabryce wyprawiono pogrzeb. Chodziło o decyzję komunistycznego rządu o wyprowadzeniu produkcji modelu z macierzystej fabryki w Koprzywnicy i przeniesieniu jej do Mlada Boleslav, czyli do fabryki Skoda. Podobnych opowieści jest bez liku. Jeśli zagłębisz się w historii marki Tatra to podekscytowany zabłądzisz w niej na dobre.

 

 

Do tego są zapachy i klimat ministerialnych gabinetów sprzed pięćdziesięciu lat w akompaniamencie odgłosów chłodzonych powietrzem silników V8 w modelu 603, który według fanów brzmi najlepiej.

Wiem, koniec osobowych samochodów marki Tatra nie był romantyczny. Widząc luksusowe hity lat dziewięćdziesiątych reprezentujące kluczowe osiągniecia tego, co wyszło zza żelaznej kurtyny można poczuć żal. Tatra 613 była dobra na początek lat, 70 ale rok 1996, w którym jej produkcja się zakończyła pozwala wystawić modelowi pozytywne oceny tylko przez wzgląd na sentymenty. Porównania do ówczesnej konkurencji jest dla Tatry miażdżące. O modelu Tatra 700 nie wspomnę. Wolę tkwić popijając czeskie piwo między latami dwudziestymi, a siedemdziesiątymi.

 

Ponieważ od dzieciństwa nie mogę się oprzeć przyciąganiu czeskiego samochodu, staram się nie marnować okazji do podziwiania ich w większej ilości w jednym miejscu. Od czasu do czasu odwiedzam też muzeum w jej macierzystym mieście z samochodem w herbie.

 

Mazurek

 

Zdjęcia: Michał Mazurek

 

 

Zapisz