SPOSÓB NA ZŁE DUCHY

Po co wam te dzwonki? Pytają ludzie w chwili, gdy zobaczą, że nasze motocykle mają przywiązane małe dzwoneczki. Nie widać ich na pierwszy rzut oka. Wiszą zazwyczaj gdzieś w zakamarku, często nisko, nad drogą.

 

Paweł, z którym często jeżdżę, a o motocyklowych wierzeniach wie wiele, powiedział mi kiedyś, że naprawdę chronią. Mówi się, że gremliny, złe duchy lub elfy, kiedy słyszą dzwonek – a słuch mają podobno bardzo dobry nie odważą się zrobić niebezpiecznego psikusa. Na przykład wrzucić na drogę belkę leżącą w rowie. Czasem uprzątną nawet plamę oleju na zakręcie.

 

Niektórzy twierdzą, że dzwonek zabezpiecza przed złymi mocami, które prześladują drogi szukając motocyklistów by im zaszkodzić. Inni tłumaczą, że jego mocowanie to po prostu stary, dobry, motocyklowy obyczaj.

Co by nie mówić wielu je stosuje twierdząc, że lepiej mieć niż żałować. Dzwoneczek jest również sposobem, aby odeprzeć te duchy, które powodują niewyjaśnione i trudne do zdiagnozowania awarie występujące w motocyklach. Podobno niektóre duchy, głównie te buszujące w instalacjach maszyny, wpadają do wnętrza dzwonka i tam zostają uwięzione. Inne trzymają się z dala od drogi, kiedy nadjeżdża motocykl zabezpieczony dzwonkiem.

O tym gdzie i kiedy bierze początek historia mocowania dzwonka jest wiele legend. Zazwyczaj dotyczą one przeżyć ludzi samotnie podróżujących. Niekiedy przypominają one tradycje morskie. Słyszałem, że cudowną moc dzwonka odkryli piloci podczas drugiej wojny światowej. Ci, którzy mieli dzwonki powieszone na szczęście w swych kabinach. Wielu z nich twierdziło, że dzwonek wyciągnął ich z poważnych tarapatów, których sprawcą wcale nie był nieprzyjaciel. Podobno to oni, po wojnie przenieśli zwyczaj na motocykle, których dosiadali.

Istnieje też teoria mówiąca, że dzwonek był używany w latach pięćdziesiątych, jako rodzaj taniego alarmu. Miał on ostrzegać śpiącego obok maszyny jeźdźca przed intruzami manipulującymi przy motocyklu. Według tej wersji, to ci jeźdźcy dostrzegli później nadprzyrodzone właściwości dzwonków.

Jakby się to wszystko nie zaczęło, działa już wiele lat. Trzeba jednak pamiętać, że dzwonki mają również swoje prawa. Po pierwsze dzwonka nie można kupić. Chcąc by zabezpieczał przed złymi mocami koniecznie trzeba go od kogoś dostać. To dobra wola innej osoby uruchamia jego moc. Szczególnie silną, gdy dzwonek daruje jeźdźcowi jago przyjaciel – również biker.

Jak już masz dzwonek, musisz przymocować go jak najbliżej drogi lub koła. Dzwonek zbiera złe moce wprost ze szlaku. Musi też być widoczny dla zła by je odstraszyć. Kolejna zasada dotyczy sprzedaży motocykla. Nie robimy tego z przymocowanym dzwonkiem. Taki dzwonek później nie zadziała. Jeżeli zależy Ci na szczęściu nabywcy, zdejmij dzwonek i wręcz mu go oddzielnie. Słyszałem również, że dzwonek może przepełnić się złymi mocami i po prostu z czasem przestać działać. Nie wahaj się o tym mówić. Zdejmij dzwonek i poczekaj. Ktoś podaruje Ci nowy. Co ważne, jeżeli ktoś wejdzie w posiadanie dzwonka ze złej woli, czyli ukradnie motocykl weń wyposażony, złe duchy zostaną uwolnione. Można mieć nadzieję, że zajmą się hultajem prędzej niż policja.

 

Istnieje wiele współczesnych opowieści o sytuacjach gdzie dzwonek kogoś uratował lub by uratował gdyby go zamontowano. Te poniżej są moje.

 

Parę lat temu jechałem Sportsterem 1200 z Sopotu do Warszawy. Musiałem chyba być gdzieś koło Pruszcza Gdańskiego, leciałem bokami na Cedry Małe. Było późne, wrześniowe popołudnie. Schyłek pięknego dnia. Jeszcze widno, ale to nie miało trwać długo. Na drogach bardzo mały ruch. Zbliżałem się do ronda. Zredukowałem bieg i słuchając wydechowej mowy silnika Evolution, toczyłem się na dwójce do okrężnego skrzyżowania. Miałem pojechać prosto. Zanim osiągnąłem skrzyżowanie, zlustrowałem sytuację dookoła na okoliczność nadjeżdżających samochodów. Pewny bezpieczeństwa wjechałem na rondo. Dodałem gazu i w lekkim łuku już myślałem o dalszej, długiej, pustej prostej. Wtem, jakby znikąd poczułem potężne uderzenie w klatkę piersiową. Zupełnie jakby ktoś postanowił zatrzymać mnie wyciągniętą płasko dłonią. Szarpnięcie prawie wyrwało mi z rąk kierownicę. Cudem opanowałem jednak rozchwiany motocykl, dzięki czemu wyjechałem prawidłowo z ronda. Zamiast odkręcić teraz gaz i raczyć się jazdą, musiałem zwolnić, zająć się badaniem zaistniałej sytuacji. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to zderzenie z ptakiem. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Zatrzymałem się. Nie było ptaka ani nawet jednego pióra. Coś, co mnie uderzyło, zanikło, zanim zdążyło mi zaszkodzić. Nie miałem kaca. Od dawna też nie paliłem niczego, co by było społecznie źle widziane. Okolica wciąż była spokojna. Przez rondo przejechały pojedyncze samochody. Dalej przy zabudowaniach przechodzili ludzie. Gdzieś zaszczekał pies. Zderzyłem się z czymś niematerialnym? Wszystko wskazuje na to, że tak. Cóż, jeszcze przez chwilę się porozglądałem i nie pozostało mi nic, jak tylko wbić jedynkę, by pognać do domu. Byłem całkowicie spokojny. Wręcz zrelaksowany. Czy Harley bardziej niż inne marki przyciąga zaświaty? Nie sadzę. Jeżdżąc hondą również doświadczałem niezwykłych zdarzeń. Motocykle-widma w późną noc na ciemnych drogach? Nieruchomy kierowca ze wzrokiem utkwionym w przestrzeni? Też się zdarzyło.

– Czemu nie reagowałeś na jadący obok nas motocykl? Jechał jakby zawieszony w powietrzu! –spytała mnie na stacji benzynowej Magda.

– Naprawdę nie widziałem. Nie nabijasz się?

– Nieee! On tam był. Jechał, jakby pomiędzy drogą a drzewami. Jakby był nad ziemią. Przenikał przez drzewa!

– Jak go dostrzegłaś? Świecił?

– Coś mu świeciło. Chyba lampa na żółto, ale bardzo słabo.

– Długo jechał?

– Z kilometr!

– No nie widziałem, to musiał być duch, kochanie. Mówiłem ci, że czasem je spotykam.

Od tamtej pory nie dyskutujemy na te tematy. Nie musimy. Przyzwyczaiła się do błądzących po szosach i tych wyłażących ze starych zdjęć. Towarzystwo duchów na dwóch kołach? Co w tym dziwnego? Takie jak wszystkie inne.

 

Mazurek – Bałkany zebrane z asfaltu (fragment)

 

 

Niedawno kolega wspominał mi, że siedząc przy swoim motocyklu pod sklepem dostrzegł dwóch motocyklistów odzianych w skóry. Zjechali z drogi i zatrzymali się obok niego. Zapytali odpoczywającego czy posiada dzwonek. Ten odpowiedział, że słyszał o tym, ale własnego nie ma. Nieznajomi bikerzy podarowali mu dzwonek i … po prostu odjechali.

 

Mazurek

 

Zdjęcia: Michał Mazurek

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz