Pan to chyba kocha te motory…

Czyściłem wczoraj w garażu motocykl. Miałem nim jechać na zdjęcia, a był czarny, więc czyściłem go bardziej niż inne. Nie wiedziałem, że doprowadzi to do głębszych refleksji.

 

Najpierw na mokro ścierałem kurz i ślady palców, a potem suchym papierem zbierałem smugi wody. Kiedy tak zapamiętale pucowałem, nakrył mnie podczas rutynowego obchodu Pan Edmund z ochrony budynku. Znamy się. Ten starszy już gość, nieraz zaczepia mnie jak coś robię przy motocyklach.

 

– Pan to chyba kocha te motory – zagaił.

– Niee, przesada, lubię je po prostu. Kocham żonę i córkę – odparłem.

– Ale wie pan, są tacy co by żonę za motor oddali. Mówią, że motor najważniejszy.

– Słyszałem, ale chyba coś z nimi nie tak.

– Tak pan myśli?

– Myślę, że ci co tak mówią, mają po prostu złe żony. Motor, nawet najpiękniejszy to tylko żelazo. Jak oni mają żony gorsze od motocykli, to po co się żenili?

– A może oni proszę ja pana, mają takie dobre te motory, że nic poza nimi nie widzą?

– Według mnie, to motocykle akurat mają słabe. Całe to gadanie to kompleksy panie Edmundzie i niezaspokojona potrzeba przynależności. Tak sobie wybrali, że muszą z domu uciekać.

– A pan tak nie ma?

– Nie, u mnie motocykle były zawsze i najprawdopodobniej na zawsze zostaną, ale może dzięki temu wiem, że jakie by nie były można je zastąpić innymi. A ludzie? Najbliżsi panie Edmundzie są niezastąpieni.

– Co racja to racja. Miłego dnia.

– Miłego dnia panie Edmundzie.

 

 

Mazurek

 

Zdjęcia: Michał Mazurek

 

 

Zapisz

Zapisz