Kolejny raz RUN!

Ruszyliśmy we czterech. Dwóch następnych dołączyło później. Celem była Kotlina Kłodzka oraz nieskrępowana jazda. W Kotlinie nigdy przedtem nie byłem. Chciałem to zmienić.

 

Jak zwykle, ustawiliśmy sobie tryb RUN. Jazda, jazda i jazda. Nie szybko. Raczej wolno, ale długo – jak na tułaczy przystało.

Mieliśmy do pokonania prawie pięćset kilometrów. Początek musieliśmy nawinąć po autostradzie. Dopiero przed Oleśnicą opuściliśmy szlak pędzących za chlebem gastarbeiterów, sprzedawców i trakerów.

Znaleźliśmy się w innym świecie. Krainie germańskiej zabudowy. Byłoby jak na Mazurach, ale okolica z każdym kilometrem stawała się bardziej garbata.  Wciągał nas Dolny Śląsk.

Kotlina jest osobliwym miejscem. Wchłania Cię, a Ty nie wiesz, co jest po drugiej stronie okalających ją wzgórz. Podobno prawie zawsze wiszą nad nią chmury.

 

Tak było i teraz. Wjechaliśmy w nią w słońcu. Kiedy pokonywaliśmy malownicze zakręty wśród drzew, świeciło pełnym blaskiem. W pewnej chwili, za kolejnym wirażem, wjechaliśmy w strugi deszczu. Nie było sensu się zatrzymywać by wdziać przeciwdeszczówki. Do celu zostały trzy kilometry, a i tak byliśmy mokrzy do cna już po niespełna minucie. Jedyne, co można było zrobić to schować elektronikę. Tak powstało to zdjęcie. Obrazek człowieka w strugach wody.

 

 

Dotarliśmy do naszej bazy. Drewnianego giganta. Starego ośrodka wypoczynkowego w pięknym Międzygórzu. Ogromny budynek sanatorium wybudowano w 1882 roku. Można go wziąć za dawny zakład psychiatryczny i bać się duchów pensjonariuszy, lub wkręcić sobie coś wręcz przeciwnego, na przykład bajkowy świat Harrego Pottera. Wszystko zależy od tego, z kim i o czym będziesz tam rozmawiać, jaka pogoda będzie za oknami lub jakie używki przyjmiesz.

 

 

Międzygórze ma bardzo ciekawą historię. W 1840 roku miejscowość i jej okolice kupiła Księżna Marianna Orańska, żona księcia pruskiego Albrechta Hohenzollerna. Urzeczona masywem Śnieżnika, zapragnęła do tej małej miejscowości ściągnąć letników i pensjonariuszy.

Szybko powstały drewniane domy wypoczynkowe i gospoda. Można było wynająć przewodnika na Śnieżnik. Do dyspozycji oddano tragarzy, a nawet lektyki. Udostępniono też zwiedzającym malowniczy wodospad Wilczki.

Sama księżna zamieszkała w jednej z willi. Osadę zdominował czarujący styl tyrolski.

 

 

Po drugiej wojnie miejscowość nie straciła na atrakcyjności. Jedynie atmosfera z książęcej zmieniła się na centralnie planowaną, ale dalej było wesoło. Gorzej rzeczy miały się po transformacji ustrojowej. Międzygórze podupadło. Dopiero teraz powoli się podnosi. Ma niesamowity klimat, nieco opuszczonego i spatynowanego miejsca.

 

Drugiego dnia pojechaliśmy do Czech. Ciągnęła nas kręta droga i legendarne miasteczko Branna. Miejsce słynące z wyścigów zabytkowych motocykli. Chcieliśmy poczuć klimat. Poczuliśmy natomiast ulewę, a po chwil bolesny i tłukący wściekle w blachy i kaski grad. Nawet się nie zatrzymaliśmy. Do gospody było już niedaleko.

 

 

Długa kręta droga, góry, ruiny obiektów przemysłowych, bulgot dwucylindrowca i nadzieja na promień słońca za zakrętem. Kolejny dzień był taki sam.

 

Mazurek

 

Zdjęcia: Michał Mazurek