HERING UND MOTORRAD

Berlin – miasto legenda, można tam wszystko. Można pojechać na zakupy lub doświadczyć odbierającego godność melanżu ostatecznego.

 

Osobiście wolę w Berlinie szwendanie się po bazarach ze starociami, poszukiwanie historii oraz dobrej kuchni. Miejscowi mają szczęście obcować z nią na co dzień, niezależnie czy gustują w smakach azjatyckich, modnym fusion, kultowym wurstcie czy śledziu w bułce zwanym Fischbrötchen. Zazdroszczę im tego.

 

Poza powyższymi atrakcjami oraz Muzeum Pergamońskim czy spacerem Unter den Linden, warto wstąpić do osobliwego muzeum motocykli. Ta niesamowita kolekcja sprzętów made in DDR znajduje się kilka kroków od największego „szparaga” na świecie, czyli Wieży Telewizyjnej. Mieści się w starym pawilonie, a zbiór zajmuje dwa piętra.

 

 

Wydawałoby się, że temat motocykli rodem ze wschodnich Niemiec to mało ciekawe przeżycie – nieprawda. Przemysł niemiecki po zakończeniu drugiej wojny światowej został podzielony na strefy wpływów, tak jak sam kraj. Tragiczna okupacja sowiecka nie doprowadziła jednak do upadku myśli technicznej. Niemcy wschodnie wytworzyły ogromną paletę pojazdów o doskonałej jak na blok komunistyczny jakości i niekiedy bardzo ciekawych rozwiązaniach technicznych. W DDR opanowano do perfekcji sztukę udoskonalania tego, co powstało przed wojną. Wiele z projektów sprytnie rozwijano, a inne rodziły się na nowo, będąc jedynie opartymi na „niemieckiej szkole”.

 

 

Jakoś tak się składało, że miałem możliwość poznać kilka z tych projektów wnikliwie. Między innymi od przywracania do życia IFY 350 i Simsona AWO zaczynałem swoją motocyklową historię, a dosiadając MZ ETZ zwiedziłem kawał Europy. Właściwie jedynym moim niezrealizowanym wschodnioniemieckim marzeniem pozostał EMW R35. Może i na niego przyjdzie czas.

 

 

Czterosuwowego AWO 250 bardzo lubię. Zwłaszcza jego pierwszą wersję opartą na ramie z suwakowym zawieszeniem tylnego koła. Te motocykle pochodzą ze znanej już przed wojną wytwórni Simson z miasta Suhl. Fabryka inspirowała się rozwiązaniami małych BMW sprzed wojny, ale poszła własną drogą rozwoju. Zaoferowano trwały i niezawodny pojazd zupełnie niekojarzący się z tandetnym socjalizmem.

 

 

Innym przykładem niesamowitego i niespotykanego nigdzie indziej w historii rozwiązania jest IFA BK350. Motocykl z bardzo oryginalnym silnikiem dwusuwowym w układzie bokser. Piękny i wymagający precyzji w obsłudze. Z jego powstaniem wiąże się legenda. Jednostka napędowa miała być podobno skopiowanym silnikiem rozruchowym, montowanym na turbinowym silniku słynnego, odrzutowego myśliwca Messerschmitt 262. Nie szalałbym z tym przejęciem całego silnika, ale faktem jest, że obie konstrukcje są do siebie bardzo podobne.

 

 

Warto też wspomnieć, że Niemcy po wojnie mieli spory problem z samymi wytwórniami motocykli i samochodów. Koncerny takie jak BMW miały swoje fabryki ulokowane w wielu miastach. Po podziale państwa, niektóre z nich znalazły się po niewygodnej stronie. Tak powstały takie twory jak EMW R35, czyli wschodni klon BMW R35 oraz DKW przemianowane na IFA. Ta później stała się marką MZ. Niestety wraz z mijającymi w izolacji latami, jakość produkcji słabła, a kreatywność konstruktorska ograniczana była centralnym planowaniem.

Jak bardzo nie chcieli się poddać, widać po mocarnej dwucylindrowej MZ 500 z silnikiem będącym połączeniem dwóch jednostek z MZ250.

Te i inne historie unoszą się po berlińskim muzeum.

 

Mazurek

 

Zdjęcia: Michał Mazurek

 

 

Tu jest o MZ TS250:

 

GOOD SHIT

 

Tu znajdziesz MZ ETZ250:

 

YOUNGTIMER