CYGANIZACJA

To, co działo się później, to jeden wielki, orgiastyczny ciąg muzyczno-kulinarny. Czarna dziura bałkańskiej balangi, która wciąga wszystkich bez wyjątku, by wypluć ich zwłoki do przydrożnego rowu mniej więcej po tygodniu.

 

 

Eksplozja smaków. Kuchnie dymią całą dobę. Skwierczy tłuszcz skapujący z rumianych cielsk jagniąt i prosiąt obracanych nad rusztami. Leje się piwo, wino i śliwowica. Żarcie, taniec, krótki sen i znowu wszystko od początku. Tłum pulsuje w rytm bębnów i wije się do melodii trąbek. Europejskie towarzystwo imprezowe zaczarowane jak kobry przez zaklinacza. Muzyka zmienia się, co dwadzieścia metrów, nakłada się na siebie, tworząc kakofoniczny chaos. Wierzchołek dźwiękowego wulkanu ulicy dopełnia program dwóch scen oficjalnych. Tańczą wszyscy! Muzycy, goście, obsługa rusztów. Wyginają się Cyganie, Serbowie, Polacy, Rosjanie, Macedończycy, Czesi, a nawet przybysze z Japonii. Mała cyganeczka tańczy na żebry przed stoiskami z jedzeniem. Matka i brat poganiają ją, żeby nie przestawała poruszać biodrami. Kontrowersyjne obrazy miksują się z pijacką normą. Krzyki i gwizdy. Są stragany i całe namiotowe miasteczka. Jedne tworzone przez turystów z plecakami, inne przez kampery na europejskich rejestracjach, a jeszcze inne Romskie. Głównie nad rzeką, z rozwieszonym praniem i bandami dzieciaków, które wieczorem ruszą do żebraczej pracy. Woodstock? Tu jest Woodstock.

 

Mazurek – Bałkany zebrane z asfaltu (fragment)

 

Zdjęcia: Michał Mazurek

 

 

Zapisz