12,5 TONY SYMPATII

Trzęsły jak epilepsja, hałasowały jak trąby jerychońskie i toczyły się jak woły, ale nic nie jest w stanie zastąpić ich uroku.

 

Jelcz 043 powstał na podstawie licencji podpisanej z Czechosłowacką Skodą w 1958 roku. Skomunikował powojenną Polskę i na dziesięciolecia wpisał się w krajobraz miast i wsi ludowej ojczyzny. Na swoje czasy był doskonałym połączeniem funkcjonalności z niezawodnością.

Międzymiastowe i miejskie, a czasem z przyczepą. Pogotowia techniczne. Ba! Nawet nieliczne kabriolety na potrzeby biur turystycznych Wrocławia i Warszawy. Do 1986 roku. Przez dwadzieścia siedem lat były w ciągłej produkcji. Napędzane silnikami Skoda o pojemności prawie dwunastu litrów i mocy stu sześćdziesięciu koni mechanicznych. Bezpośredni wtrysk, pneumatyczne wspomaganie hamulców i kierownicy, ale brak synchronizacji skrzyni biegów. Męski poziom wyposażenia. Dla kierowcy, który w swoich czasach był kimś w rodzaju super bohatera.

Ja pamiętam przede wszystkim odjazdy z dworca Warszawa Stadion. Widok ogromnego koła kierownicy, za którym siedział prawdziwy spocony twardziel w koszulce na ramiączkach. Pamiętam również gigantyczną, przykrytą pikowaną kołdrą dla wytłumienia hałasu pokrywę silnika. Proporczyki zawieszone pod sufitem, chęć jazdy w przyczepie i to, że tylko w Jelczu nie miałem choroby lokomocyjnej. O Następcy, czyli bujającym się jak statek na morzu Jelczu PR – Berliecie w tym względzie wspominać nie chcę.

Aktualnie, uratowane przez pasjonatów wożą nas przy okazji imprez miejskich. Dziś wszystkie ich wady zamieniły się w zalety.

 

Mazurek

Zdjęcia: Michał Mazurek

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz